piątek, 12 września 2014

Zapowiedź rozdziału 9...

Kochani, już jutro poznacie dalsze losy Kornelii, a tym czasem mała zapowiedź tego, co może ich spotkać.

Czy domyślacie się, co znajduje się za drzwiami kościoła? Co oznaczają tajemnicze znaki na kamieniach? Czy mgła wychodząca spod drzwi nie wydaje się wam trochę złowieszcza?


Już jutro wieczorem poznacie odpowiedzi na nurtujące was pytania.
A może sami uruchomicie wyobraźnię i posnujecie pewne teorie? Czekam na wasze propozycje w komentarzach.


Pozdrawiam N.K.

Autor: Ja

Zapraszam do przeczytania wcześniejszego wpisu: Pamiętnik I: Kornelia – 8. SPOTKANIE

poniedziałek, 8 września 2014

Pamiętnik I: Kornelia – 8. SPOTKANIE


- Co tutaj robisz? – chociaż mogłam do zobaczyć i dotknąć, dalej nie wierzyłam, że stoi przede mną.
- Nie mogłem Cię zostawić tak samej. Doskonale wiedziałem, że bardzo szybko wpakujesz się w jakieś kłopoty. Nie sądziłem jedna, że to nastąpi już na następny dzień – odpowiedział Jan i uśmiechnął się do mnie serdecznie.

wtorek, 2 września 2014

Pamiętnik I: Kornelia – 7. OCALENIE CZY ŚMIERĆ?



Wybaczcie, że wczoraj nic się nie pojawiło. Niestety ogranicza mnie strasznie czas. Dzisiaj bez obrazka. Prawdopodobnie jutro albo pojutrze będzie dodany. Jeżeli masz ochotę narysować swoją wizję dzisiejszego posta napisz do mnie, a ja go opublikuję! ;)
Kolejna notka czwartek/piątek. N9P

- Jestem służącą na zamku! Służyłam jednej z dam dworu, to są jej ubrania. Ukradłam je i uciekłam z zamku! – wykrzyczałam jednym tchem. W tej chwili tylko takie kłamstwo przychodziło mi do głowy. Chyba byłam za mało przekonująca, bo wyższy mężczyzna, zwany Wiktorem, zmierzył mnie wzrokiem i uśmiechnął się w dziwny sposób.
- Wydaje mi się, że księżniczka próbuje nas oszukać. Jak myślisz Borawa? – Zapytał swojego towarzysza

środa, 27 sierpnia 2014

Pamiętnik I: Kornelia – 6. UCIECZKA CZ. 2


Mężczyźni byli odwróceni do mnie tyłem, dzięki czemu nie zauważyli jeszcze, że już się obudziłam. Miałam chwilę na rozeznanie w sytuacji i wymyślenie planu ucieczki. Najpierw postanowiłam przyjrzeć się moim porywaczom. Pierwszy mężczyzna miał długie, przetłuszczone i poszarpane włosy, które upięte były w coś, co miało przypominać kucyk. Był bardzo wysoki i barczysty. Na sobie miał skórzaną kamizelkę, po której było widać, że przeszła wiele utarczek i bójek. Jego zielone spodnie były praktycznie w każdym miejscu pocerowane i poplamione. To, co przykuło moją uwagę, to buty. Jak na tak ubranego mężczyznę, były zadziwiająco zadbane i czyste. Prawdopodobnie ukradł je jakiemuś zamożniejszemu człowiekowi. Drugi mężczyzna był niższy, jednakże w przyroście mięśni dużo nie odbiegał od swojego towarzysza. Ubrany był w czarną, luźną koszulę, która w okolicach szyi i barków była nadszarpnięta. Czarne spodnie chyba kiedyś miały odcień zieleni, ponieważ przez warstwę brudu przebijał się oliwkowy odcień. Jego buty nie były ani czyste, ani zadbane. Mogłabym powiedzieć, że nakrycie stóp kiedyś może i uchodziło za buty, dzisiaj jednak stanowiło ledwo ich namiastkę. Natomiast w ręku trzymał zadbany, niebieski płaszcz z żółtymi, a może i złotymi dodatkami. Zdecydowanie musiał należeć do bogatej osoby, być może także właściciela butów wyższego porywacza.

piątek, 22 sierpnia 2014

Pamiętnik I: Kornelia – 5. SEN



Nim się spostrzegłam byłam już za murami miasta. Pierwszy raz w życiu widzę zamek od zewnętrznej strony. Muszę przyznać, że wygląda okazale i pięknie. Jednak nie czuję żalu, że go opuszczam. Mam inne zadanie i cel do osiągnięcia.

Jechałam bardzo długo, do momentu aż słońce całkowicie schowało się za horyzontem. Teraz musiałam szybko znaleźć jakieś schronienie, bo tak naprawdę nie byłam przygotowana do życia poza miastem. W oddali zobaczyłam małą opuszczoną chatkę. Dach był lekko dziurawy, a w jednym z dwóch okien brakowało szyby. Na jedną noc powinno wystarczyć? Całe szczęście, że nie jestem jedną z tych zamkowych pudernic, które nie wejdą do nieposprzątanego pokoju. Podeszłam trochę bliżej budynku, aby przekonać się, czy na pewno jest opuszczony. Poczerniałe i lekko spróchniałe ze starości drzwi raczej były nieużywane od dłuższego czasu. Dla pewności zajrzałam jeszcze przez okno, ale nic nie przyciągnęło mojej uwagi. Uwiązałam konia do drzewa za domem, w miejscu, gdzie kiedyś musiała stać weranda. Pozostałości daszku i ścian powinny wystarczyć jako osłona, od ewentualnego deszczu i wiatru. Sama postanowiłam wejść do środka. Zanim mój wzrok zdążył przyzwyczaić się do ciemności, obiłam sobie głowę o wiszącą imitację lampy i kolano o resztki komody. Rękoma wymacałam łóżko i niepewnie usiadłam na nim. Powoli mogłam dostrzec zarysy mebli i zauważyć, że ten domek nie gościł ludzi już od kilku lat. Gdzieniegdzie dostrzegłam pajęczyny, w innych miejscach kurz gromadził się w centymetrowych warstwach.

wtorek, 19 sierpnia 2014

Pamiętnik I: Kornelia – 4. UCIECZKA CZ. 1


Dzisiaj bez rysunku zapowiadającego post - brak czasu daje ostro w kość. Może w tygodniu powstanie coś nowego. Jeżeli masz dużo wolnego czasu i chcesz pokazać swój talent, napisz do mnie. N9P

W ostatnim czasie miałam zbyt dużo stresu i zbyt wiele razy doznałam szoku. Najpierw ujrzałam smoka, potem dowiedziałam się o swoich zaręczynach, zresztą niechcianych. Dalej znowu pojawił się smok, przeobraził w człowieka i oznajmił, że zaraza się skończyła. Dowiedziałam się, że moja matka, królowa i pewnie cała starszyzna na czele z księciem Janem, wiedzieli o zakończeniu epidemii. Tyle razy dzisiaj byłam oszołomieniu, że moje zmysły zaczęły szwankować. Właśnie całował mnie książę, a ja, zamiast delektować się tą chwilą rozmyślałam o tym, czy nie oszalałam. Może jednak oszalałam?

sobota, 16 sierpnia 2014

Pamiętnik I: Kornelia – 3. KONIEC SIELANKI CZ. 2

  

Szybko przebiegłam przez pokój i weszłam na taras. Uważnie zaczęłam skalować niebo, ale smoka już tam nie było. Natomiast na dole, na dziedzińcu zebrała się grupka mężczyzn, do których w niedługim czasie dołączyły także zaciekawione kobiety. Stałam jeszcze chwilę na tarasie, mocno zaciskając w dłoni zapisany pergamin. Co teraz zrobić? Czy faktycznie epidemia już się skończyła? To nie możliwe… Gdyby to była prawda, król na pewno pozwoliłby nam wszystkim wyjść poza mury. Otworzono by bramy i wpuszczono ludzi, którzy codziennie próbują dostać się do miasta. Poza tym świeżo przybyli goście, dla których odbyła się dzisiejsza kolacja, wcześniej musieli przejść kwarantannę. Po co niby trzymano ich w izolatkach, skoro byli zdrowi? Wszystko wydawało się takie dziwne. Muszę podjąć jakąś decyzję i porozmawiać o tym z matką. Tylko gdzie ona jest? Spojrzałam w dół szukając chociaż jednego z rodziców. Jednak nie zauważyłam nikogo ze starszych. Na dziedzińcu znajdowali się wyłącznie młodzi mieszkańcy zamku. Czyżby starszyzna już zwołała posiedzenie?