
Spojrzałam w górę, w stronę biblioteczki. Moją uwagę przykuła przybrudzona od kurzu, brązowa książka ze złotym napisem „Geneza smoczej krainy”. I nagle mnie olśniło… przecież o tym mówił Taro! Delikatnie wydostałam się z uścisku Jana i zbliżyłam do książki. Stała na półce, niczym nie zwracając na siebie uwagi. Czy o to mogło chodzić smokowi?
- Spójrz „Geneza smoczej krainy” – powiedziałam do Jana, jednocześnie
palcem wskazując na książkę. Książę podniósł głowę w moją stronę. Wierzchem
dłoni otarł ostatnie krople łez z policzków i podszedł do biblioteczki.
- Chyba masz rację – powiedział jeszcze drżącym głosem. – Warto zobaczyć,
czy znajdziemy w niej jakieś informacje o tym, jak się stąd wydostać. – Ten
mały promyk nadziei był niczym światełko w tunelu. Incydent z mieczem nagle
przestał mieć znaczenie, gdyż teraz przed oczami mieliśmy przedmiot, który mógł
nas uratować. Jan zdecydowanym ruchem wyciągną książkę, jednocześnie zmuszając
odkładający się na niej kurz do lotu. Kichnęłam i w tym samym momencie
usłyszałam trzask, który nie wróżył nic dobrego. Biblioteczka zadrżała
uwalniając i podnosząc w górę jeszcze większą ilość pyłu i nagromadzonego przez
lata brudu. Jak przez mgłę widziałam zarys ciężko przesuwającego się mebla i
kryjącej się za nim czarnej przestrzeni. Powiało chłodne, wilgotne powietrze,
które delikatnie rozgoniło szary pył. Kiedy kurz opadł, naszym oczom ukazał się
długi, ciemny tunel. Spojrzeliśmy na siebie jednocześnie zaskoczeni i
podekscytowani. Powróciła do mnie nadzieja, że jest wyjście z tego kościoła,
które nie krzyżuje się z drogą potworów. Jednak nie wiedzieliśmy, co czai się w
mroku i kogo możemy spotkać w ciemnościach.
- Czy powinniśmy tam wejść? – Zapytałam niepewnie.
- Smok wskazał Ci tę książkę. Chyba nie mamy wyjścia? –mówiąc to Jan
spojrzał na dużą księgę ze złotymi, lekko wyblakłymi od starości, literami.
Zanim jednak ruszył do przodu, otworzył ją. Jakie było moje zdziwienie, kiedy
zamiast zapisanych stron ujrzeliśmy czyste, białe kartki. Spojrzeliśmy na
siebie nie wiedząc, co o tym myśleć. Jan przerzucił kilka pierwszych stron,
które także nie zostały zapisane.
- To chyba tylko atrapa książki. Pewnie miała służyć jako przycisk
otwierający drzwi – stwierdził i jeszcze raz przerzucił strony, docierając
prawie do połowy olbrzymiego tomu. Nagle naszym oczom ukazało się coś, czego
chyba nikt by się nie spodziewał. W połowie Genezy
smoczej krainy karki przestały być białe. Można nawet powiedzieć, że ich
nie było. Na samym środku książki wyryto okrągłą dziurę, głębokością sięgającą
prawie do ostatniej strony książki. Wewnątrz wyżłobienia znajdował się złoty
przedmiot, pod który prawdopodobnie został zrobiony otwór.
Spojrzałam na Jana pytającym wzrokiem. Nie wiedziałam,
czego spodziewać się po rzeczy, która z taką dokładnością została ukryta. Czy
Taro wiedział, co skrywa książka? A może chciał żebym znalazła ten przedmiot?
Wyciągnęłam powoli rękę, jednak Jan mnie uprzedził i szybkim ruchem wydobył
złotą błyskotkę z otworu. Obrócił kilka krotnie w dłoniach i zauważył mały
przycisk na boku. Niepewnie nacisną guzik, a wieczko urządzenia otworzyło się.
To był kompas, albo przynajmniej tak wyglądał. Za szklaną pokrywką ukazał się
pierścień wyznaczający kierunek, a pośrodku niego igła magnetyczna, która
wirowała jak szalona. Jan ciągle trzymając kompas w dłoni, spojrzał na mnie.
- Wygląda na zepsuty – powiedział spokojnie– nie będzie nam potrzebny.
W momencie kiedy chciał go odłożyć, igła nagle się zatrzymała wskazując
prosto na mnie. Zrobiłam krok w prawo, aby sprawdzić na co pokazuje, jednak
wraz ze mną przesuwała się wskazówka.
- Chyba masz rację, jest zepsuty. – Niechętnie, ale musiałam przyznać
słuszność Janowi. – Pokaż mi go proszę.
Gdy wzięłam do ręki kompas, igła ponownie zaczęła
kręcić się z niesamowitą szybkością. Wyglądała, jakby szukała odpowiedniego
kierunku, drogi. W tym momencie pomyślałam o miejscu, w którym chciałabym się
znaleźć. O moim domu, którego nie znałam, a który tak usilnie próbował mnie do
siebie przyciągnąć. Do mojej głowy napłynął widok ducha babci i poczułam silną
tęsknotę za tym, co mogłam mieć. W tym momencie igła magnetyczna zatrzymała
się, wskazując drogę przez tunel.
- Wygląda na to, że chyba jednak nie jest zepsuty. Po prostu pokazuje coś
innego niż północ – Nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Wewnątrz serca czułam, że
kompas nie może prowadzić nas w paszczę potworów. Z niewiadomych powodów ufałam
smokowi, który skontaktował się ze mną mentalnie. Skoro to on nakierował nas na
tę książkę, to jej zawartość nie może nas zranić. Schowałam tajemniczą
błyskotkę do kieszeni i zrobiłam krok w stronę tunelu. Jan jednak nie ruszył
się z miejsca. Wyglądał na zmartwionego i zmieszanego.
- Nie idziesz? – zapytałam.
- Nie wiemy, co czeka nas na końcu tego tunelu. Czy to rozsądne?
- Nic nie jest ostatnio rozsądne. Jeszcze chwilę temu chciałeś tam wejść?
Wolę ciemny, nieznany tunel niż las pełen krwiopijców i ubungów.
- A jeżeli tam czai się coś dużo gorszego? – Mówiąc to, Jan wskazał
palcem na wejście.
- Był w książce, o której wspominał Taro. Czuję… - Nagle rozległ się
przeraźliwy stukot do drzwi, poczym drewniane wrota zaczęły się trząść, a deski
pękać. Do strasznych odgłosów dołączyło także drapanie pazurów i warkot dzikiego
stworzenia.
- To chyba ubungi? – Z przerażenia schowałam twarz w dłoniach. Zachowałam
się jak małe dziecko, które naiwnie myśli, że poprzez zakrycie ręką oczu, może
zniknąć.
- Te drzwi długo nie wytrzymają. Ten kościół traci swoją moc, musimy
chyba jednak uciekać przez tunel.
Szybko wskoczyliśmy w ciemności korytarza mając przy
tym nadzieję, że droga nie wyprowadzi nas w jeszcze gorsze tarapaty. Zanim
jednak ruszyliśmy dalej, Jan chwycił biblioteczkę i zasunął ją za nami. Nastała
zupełna ciemność. Po pierwszych kilku metrach moje oczy przyzwyczaiły się do
mroku i bez trudu mogłam dostrzec zarys postaci chłopaka.
- Daj rękę – rozkazującym, ale przyciszonym tonem, powiedział Jan.
Posłusznie podałam mu dłoń, a on od razu położył ją na swoje ramie – Nie oddalajmy
się od siebie. Trzymaj się blisko ściany, w ten sposób jest mniejsze
prawdopodobieństwo, że się rozdzielimy albo zgubimy.
- Dobrze – odpowiedziałam potulnie. Ściany były wilgotne i wykonane z
zimnego kamienia. Przez dłuższy czas szliśmy w milczeniu nasłuchując odgłosów
niosących się echem po całym tunelu. Czasami któreś z nas potykało się o
odpadnięte z sufitu i ściany odłamki kamienia lub martwe szczury. Im dłużej
szliśmy, tym robiło się zimniej, a z pomiędzy głazów można było dostrzec
spływające po ścianach, niewielkie strumyczki wody. Droga cały czas wiodła w
dół, co dało mi podstawy do przypuszczania, że musimy znajdować się już sporo
metrów pod ziemią. Ociekająca woda świadczyła, że w niedalekiej odległości jest
także jakiś zbiornik wodny.
*Poprzedni post: Pamiętnik I: Kornelia – 16. ŚWIATŁO W TUNELU CZ. 1
Jak myślicie, gdzie prowadzi tajemniczy tunel?
OdpowiedzUsuńNwm XD Ale jest ciekawie ;D Fajny kompas - wskazuje drogę do tego o czym się pragnie :D Zobaczymy co się stanie dalej ;P Czekam ;D Weny życzę <3
OdpowiedzUsuńDziękuję za komentarz, sama chętnie bym taki kompas przygarnęła;)
Usuń